Najpopularniejsze fake newsy

Najpopularniejsze fake newsy. Wbrew pozorom ich lista jest niezwykle trudna do ustalenia. Dezinformacjom nie ma końca, i każdy rok przynosi nowe zestawienia. Niektóre mają znaczenie regionalne. Tzn. dot. danego kraju np. USA czy Polski, ale w innych krajach nie są znane. Sporo fake newsów to historyczne świadectwa fałszowania faktów dot. bitew, władców czy zachowań społecznych.

Franciszek ma rację pisząc w najnowszym Orędziu na Dzień Środków Społecznego Przekazu, że pierwszym fake newsem była wypowiedź węża z Rdz 3,1-15. Czy rzeczywiście Bóg powiedział: Nie jedzcie owoców ze wszystkich drzew tego ogrodu? Na pewno nie umrzecie! Gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło. Historia fake newsów jest stara jak świat.

Przeglądając internet w poszukiwaniu najpopularniejszych fake newsów wszechczasów zdałem sobie sprawę, że jestem skazany na porażkę. Wspomniana regionalność i historyczność są główną przeszkodą. Który uznać za ten niebywale wyjątkowy? A skoro tak, to postanowiłem napisać własną subiektywną listę. Ważnych dla mnie fake newsów. Moja piątka poniżej.

1. Wojna światów

Audycja Orsona Wellesa z 1938 roku, adaptacja powieści Herberta Georga Wellsa Wojna Światów z 1898 r. To, przy okazji, autor wart polecenia. Pierwszy wprowadził do masowej wyobraźni wehikuł czasu, niewidzialnego człowieka, a medioznawcy odnajdą w jego twórczości m.in. prognozy przyszłej Wikipedii. Myślę, że każdy, kto studiuje dziennikarstwo poznał tą historię o wojnie. Fikcyjne przekazy zostały podane przez twórcę audycji jako prawdziwe. Wywołały panikę wśród słuchaczy. Bo oto Marsjanie mieli zaatakować Ziemię – kolejny temat kultury masowej. Nie tylko nie zaatakowali, ale nawet sama panika okazała się czymś przesadzonym. Audycję w nowojorskim radio CBS słuchało mniejsze audytorium niż się powszechnie uważa. Dla mnie ta historia to symbol legend medialnych, szerzej legend miejskich. I ważna lekcja, nie dowierzaj mediom.

2. Paskuda z Zalewu Zegrzyńskiego

Mój osobisty, pierwszy kontakt z fake newsem, jaki pamiętam. Były wakacje, któryś rok drugiej połowy lat 80. XX w. Lato z Radiem szukało pomysłu na kaczkę dziennikarską, ciekawostkę, która rozbudzi wyobraźnię słuchaczy. Trwał jeszcze PRL, było szaro, nawet latem. Wymyślono naszą wersję potwora z Loch Ness. Był widziany w Zalewie Zegrzyńskim. Pamiętam, jak słuchacze podawali swoje świadectwa. Dla mnie to pierwsze spotkanie z wiarą w zjawiska paranormalne i kryptozoologię. Jak się okazuje takie pomysły medialne to nie rzadkość. BBC przekonywało z okazji prima aprilis w 1976 roku, że nastąpił jowiszowo-plutonowy efekt grawitacyjny. Koniunkcja planet miała sprawić, że czuliśmy się lżejsi tego dnia. To dla mnie symbol fake newsa z przymrużonym okiem. Małego oszustwa, które ma rozbawić jak żart. Niestety jestem czuły na takie żarty. Tak bardzo, że uwierzyłem kiedyś, że nad Świdrem powstaną kompleksy sportowe i że uczestniczymy w staraniach o organizację Letnich Igrzysk Olimpijskich. Koledzy z dawnej redakcji nadal się ze mnie śmieją.

Najpopularniejsze fake newsy
A może to jednak Marsjanie? Fake newsy kreują świat, którego nie ma

3. Sprawa Sokala

Alan Sokal napisał artykuł do naukowego czasopisma kulturoznawczego „Social Text” pt. Transgresja granic: ku transformatywnej hermeneutyce grawitacji kwantowej. Opisał w nim związki pomiędzy fizyką a socjologią, m.in. feminizmem. Tekst został opublikowany w 1996 r. Jednak redaktor naczelny musiał pożegnać się z funkcją. To była prowokacja naukowa, a tekst wyssany z palca. Jego autor opisał swoje doświadczenia w książce Modne bzdury, będącej krytyką współczesnych nauk społecznych w dobie postmodernizmu. Historia ta nauczyła mnie niedowierzania tekstom naukowym. Dlatego mądre recenzowanie jest tak ważne.

4. Niebieski wieloryb

Gra społeczna skierowana do młodzieży. Miała polegać na stopniowym wypełnianiu zadań, prowadzących do samookaleczania się i w konsekwencji do śmierci. Historia opisana przez rosyjskie media w 2016 r., w tym „Nowaja Gazetę”. Zjawisko wywołało panikę. Doczekało się wielu wypowiedzi pedagogów i medioznawców. Wpisywało się w znany od lat efekt Wertera, prowadzący do masowych samobójstw w skutek podawania ich medialnych przykładów, zwłaszcza osób znanych. Dało się również zauważyć związek z filmem Sala samobójców w reż. Jana Komasy z 2011 r. Nie ma dowodu na istnienie i skutki tej gry. Ale konsekwencje jej opisu mogły się przyczynić do prawdziwych problemów. Fake news i to poważny. Uwierzyłem w niebieskiego wieloryba. Potem zostałem przekonany m.in. przez Jarosława Lipszyca, że czegoś takiego nie ma.

5. Dr Livingstone, jak sądzę?

Historia, która jest uznawana za prawdziwą, ale ma wiele znamion fake newsa. Reportaż walijskiego dziennikarza Henry’ego Stanley’a, który wyruszył na poszukiwanie zaginionego w Afryce szkockiego misjonarza i lekarza Davida Livingstone’a. Kiedy go spotkał, wypowiedział słynne w języku dżentelmenów słowa: Dr Livingstone, I presume? Dr Livingstone, jak sądzę? Ów lekarz dotarł z ekspedycją w 1855 r. do słynnego Wodospadu Wiktorii na granicy dzisiejszego Zimbabwe i Zambii. Zresztą sam mu nadał taką nazwę. Czy jednak ten dialog miał miejsce naprawdę, czy był kwestią zmyślenia, fabulacji, pisarskiego ubarwienia charakterystycznego dla reportażu? Fake news pod tym względem to dla mnie figura literacka. Podobnie pisał Ryszard Kapuściński. A może w ogóle ta sytuacja nie miała miejsca? Stąd w walce z fake newsami ważne są źródła historyczne i dokumentacja.

Ilustracje:
Marco Verch, Fake News, Flickr CC BY 2.0
Kit, 127: Other Worlds, Flickr CC BY-NC 2.0

Autor

Piotr Drzewiecki

Dziennikarz, medioznawca, prof. UKSW