Multimedia

Multimedia w domu. Obok edukacyjnych zbiorów audio i wideo, warto również kolekcjonować programy i pomoce multimedialne. Tutaj mamy najwięcej możliwości wzbogacania naszego zbioru i uatrakcyjnienia szkolnej czy ustawicznej edukacji: od gier komputerowych począwszy na rozmaitych encyklopediach, leksykonach, poradnikach i kursach on-line skończywszy. Czy jednak do końca potrafimy i chcemy korzystać z tych niezwykłych pomocy?

Multimedia to świat niezwykle bogaty

Do niedawno toczono spory na poprawnością określenia. Jedni twierdzą, że mamy do czynienia z jednym medium, które łączy w sobie cechy płyty audio, nagrania wideo z możliwością interakcji, a więc aktywnego uczestnictwa odbiorcy w korzystaniu z multimedialnej publikacji. Drudzy wolą określenie w liczbie mnogiej. Niezależnie od tego jałowego bądź co bądź sporu dostrzegamy niezwykłą nowość tego typu nośników. Różne dotąd i występujące osobno media ulegają integracji i wzajemnemu dopełnianiu się. Drukowane słowo zostało wzbogacone przez dźwiękowe nagrania i ruchome obrazy. Papierowe encyklopedie są niechybnie skazane na wiecznie zakurzone półki w starych bibliotekach. Teraz mamy ilustrowane leksykony, które mieszczą się na małej płytce CD.

Dostęp do informacji jest szybszy i sprawniejszy

Nie musimy wertować stron w poszukiwaniu haseł, wystarczy wpisanie terminu do wyszukiwarki. System hipertekstowy umożliwia łatwe przeskakiwanie po związanych ze sobą pojęciach i zagadnieniach. Zresztą cała technologia Internetu opiera się właśnie na tym. Klikaj i podążaj za interesującym cię tematem. Moja domowa 13-tomowa encyklopedia przegrała rywalizację z wikipedia.pl i jej anglojęzycznym pierwowzorem. Tutaj mogę zdobyć więcej informacji, trwa to nieporównywalnie szybciej i sprawniej. Pozostaje jednak problem braku redaktorów internetowych publikacji. Po encyklopedii PWN mogę spodziewać się wysokiego standardu wiadomości. W Internecie takowej pewności już nie mam. Ale nawet jeśli: PWN wydaje swoje tomy w postaci płyt CD.

Leksykony i słowniki multimedialne

Pierwszy obszar kolekcjonowania dzieł multimedialnych to zatem wszelkiego rodzaju leksykony i słowniki. Można je ściągać z Internetu za darmo, można kupować w sklepie z oprogramowaniem. Zwracajmy jednak uwagę na wydawcę publikacji, czy jest to dzieło zapalonego amatora czy też profesorskie opracowanie. Nie pozostaje to bez wpływu na jakość zdobywanej przez nas wiedzy.

Linki do stron internetowych

Druga część naszej kolekcji to zbiór linków do stron internetowych. Warto w tym miejscu wykorzystać obecną we wszystkim chyba przeglądarkach opcję: dodaj do ulubionych. WWW to jedno wielkie łowisko – dla niektórych śmietnisko – w którym przypadkowo może trafić się intrygująca ryba, rarytas którym można pochwalić się znajomym lub wykorzystać w nauce czy pracy. Dla studentów i profesorów przygotowano specjalne bazy danych z materiałami naukowymi, dla uczniów – setki stron z opracowaniami lektur i niestety gotowymi pisemnymi pracami z języka polskiego. Nie powinno się traktować takowych jako własnych – prawo autorskie kuleje jeszcze w tym zakresie.

Ale o wpadkę edukacyjną nietrudno – dużo młodsza koleżanka żaliła mi się, że otrzymała ocenę niedostateczną. Trzy osoby miały takie samo wypracowanie jak ona, bo skopiowały tekst z sciągi.pl. Sama jesteś sobie winna – stwierdziłem. W przypadku dyplomów licencjackich i magisterskich istnieją specjalne programy antyplagiatowe, które przeszukują uniwersyteckie bazy danych w poszukiwaniu podobnych opracowań. Nie warto zatem być nieuczciwym. Ściągnięte opracowania i pomoce możemy wykorzystać w naszej pracy na zasadzie cytatu, ale nigdy jako gotowe i przez nas napisane utwory.

Multimedia
Za sukcesem multimediów stoi mądre połączenie edukacji i rozrywki tzw. edutainment. Pierwsze multimedia to lata 90. XX w.

Multimedia łączą rozrywkę i zdobywanie wiedzy

Na tym polega ich atrakcyjność. Jednym z ważnych obszarów są gry edukacyjne dostępne dla każdego od przedszkolaka po studenta. Nawet wydawało by się takie zwykłe strzelanki, w którym chodzi się postacią i strzela do wrogów mogą nieść ze sobą walory edukacyjne. Ostatnio dużo czasu spędziłem na graniu w Call of Duty (ang. obowiązek wzywa), choć z reguły gry omijam z daleka. Na forach internetowych spotkałem wiele entuzjastycznych wpisów na temat tejże strzelanki. Rzecz rozgrywa się podczas II Wojny Światowej. Autorzy zadbali o realizm historyczny terytorium walk, pancernych wozów i karabinów. Ma się wrażenie jakby naprawdę brało się udział w wyzwalaniu wiosek i ataku na wroga. To świetna lekcja historii.

Nie każda jednak gra posiada tak wybitne walory. W niektórych wiele przekłamań i fabulacji. Dobrze kierować się recenzjami w czasopismach komputerowych. Jeśli chcemy, żeby nasze dziecko poznało historię, sami musimy się najpierw zorientować w jakości i poziomie edukacyjnym gry. Drugą sprawą pozostaje kwestia agresji tego typu pedagogicznych pomocy. Mają uczyć, nawet w sposób realistyczny, ale nie doprowadzać do nerwicy. Warto zachować zatem ostrożność.

Multimedialne kursy języków obcych, w których

Dzięki interakcji, oprócz słuchania lekcji, rozwiązujemy bogato ilustrowane ćwiczenia. Takich pomocy jest bez liku. Najtańsze zaczynają się od 20 zł za program i nie wymagają nie wiadomo jakiego sprzętu komputerowego – w przeciwieństwie do gier. Podobne pomoce spotkamy w przypadku niemal każdego przedmiotu szkolnego i nie tylko. Matematyka, chemia, fizyka, zadania testowe, kurs prawa jazdy, szybkiego pisania na klawiaturze, a nawet haftowania – to wszystko może znaleźć się w naszej multibibliotece. Dodajmy do tego e-booki – komputerowe wersje książek w formacie pdf, rozmaite prezentacje w popularnym programie Power Point. Niektóre są dostępne jako freeware, za inne trzeba zapłacić wysyłając odpowiednio drogiego SMS-a na podany numer. Jest tego trochę.

Multimedia
Multimedia poprawiły skuteczność nauki języków obcych. Zdano sobie sprawę, że podobny sukces można osiągnąć w innych dziedzinach edukacji

Multimedia nie zwalniają z trudu poszukiwania wiedzy

Problem zaczyna się zupełnie gdzie indziej. Żadne, nawet najwymyślniejsze pomoce nie nakłonią nas do poznawania wiedzy. Powstaje niekiedy nawet zjawisko zgoła przeciwne. Mając tak niezwykłe pomoce zatrzymujemy się na edukacyjnej powierzchni. Zwyczajnie nie chce nam się poznawać prezentowanych w programach tego typu treści. Raczej bawi nas sam ich wygląd, sposób organizacji materiału, efekty dźwiękowe i wizualne. To trochę paradoksalne. Niekiedy lepiej usiąść ze starym podręcznikiem niż z jego nowoczesną multimedialną wersją. Kiedy mamy coś podane w gotowej postaci, mniej mamy ochotę na osobisty wysiłek. A tak trzeba coś wyszukać, znaleźć, opracować samemu. Wielu uczniów wybiera łatwą drogę ściągania z Internetu, a przecież nie o to chodzi w edukacji. Chodzi o osobiste zaangażowanie w temat, który chce się poznawać.

Edukacja multimedialna

W tym miejscu z pomocą przychodzi edukacja medialna. Bogactwo multimediów może nas zbytnio oślepić i wprowadzić w zagubienie. W tym świecie konieczne jest wyrobienie podstawowych nawyków medialnych jak zdolność świadomej selekcji materiałów i podejście krytyczne. Równie ważna jest konsekwencja i zdolność głębszego zaangażowania się w pracę z materiałem multimedialnym. Najpoważniejszym zagrożeniem jest powierzchowne i płytkie zapoznanie się z przedmiotem, który poznajemy. Rozochoceni techniką multimediów, ich walorami wizualnymi i audialnymi, możemy oddalić się od ich podstawowego zastosowania i celu.

Może nie starczyć nam wytrwałości i konsekwencji w nauce języka obcego czy tez pasji poznawczej w poszukiwaniach encyklopedycznych czy internetowych. Może się okazać, że mimo tylu naukowych pomocy, nie mamy ochoty zdobywać wiedzy i poszerzać naszych umiejętności. Zatrzymujemy się na etapie przeglądania i fascynacji multimedium. Warto – w pozytywnym sensie tego słowa – ograniczać czasem naszą kolekcję, na rzecz głębszego zapoznania się z poszczególnym eksponatem. Gwarantuję, że przyjemność i pożytek edukacyjny będą zdecydowanie większe.

Ilustracje: 
Mike Bonitz, Multimedia, Flickr CC BY-ND 2.0
osde8info, pardus atlas globe edutainment app, Flickr CC BY-SA 2.0

Thom Cochrane, CIMG0257.JPG, Flickr CC BY 2.0

Autor

Piotr Drzewiecki

Dziennikarz, medioznawca, prof. UKSW