idziemy do kina czy na film

Idziemy do kina czy na film?

Idziemy do kina czy na film. Kino nadal wydaje się niezmiennie atrakcyjnym pomysłem na randkę. Coraz częściej wolimy jednak urządzać seansy w salonie, na własnej kanapie i w ciepłych kapciach. Czyżby świątynie filmu pustoszały? Czy widz woli modlić się prywatnie unikając dobrowolnej ofiary?

Randka filmowa

Co do randek, sprawa wydaje się oczywista i w naszych czasach – poczynając od dziadka i babci – nabrała wymiaru pokoleniowej tradycji. Umawiamy się z dziewczyną, idziemy do kina, trzymamy się za rękę, kupujemy bilety, czekamy, wpuszcza nas bileter, zajmujemy miejsca. Słabo oświetlona, z wolna zapełniająca się sala po chwili rozbłyska prostokątnym ekranem. Dookoła robi się ciemno, dźwięk otacza nas z każdej strony. Patrzymy w jednym kierunku, bez rozproszenia. Ukradkiem spoglądamy na ukochaną osobę. Przytulamy się, całujemy… Te ciągle romantyczne przeżycia biorą się z dość wyjątkowej natury kina. Tutaj oglądanie filmów traktujemy jako wydarzenie odświętne. Słusznie ktoś określił kino mianem świątyni filmu. Seans ma posmak doświadczenia religijnego. Można nawet mówić o audiowizualnej liturgii, wspólnocie obrazu, w każdym razie jest to czymś niezwykłym. Po seansie zwykle potrzebujemy kilku minut, żeby pogodzić się z normalną rzeczywistością: odgłosami tramwajów, korkami na ulicy, szumem przechodniów. Czujemy się odmienieni, zamyśleni, spokojni lub zbulwersowani. Inni.

Kino domowe

Wraz z pojawieniem się telewizji świątynie filmu z wolna pustoszały. Widz otrzymał możliwość domowej kontemplacji urządzając audiowizualne ołtarzyki przed którymi czcił swojego bożka. Prawdziwy przełom nastąpił wraz z upowszechnieniem się: magnetowidów (lata 80-te), potem DVD (koniec lat 90-tych), a obecnie przeżywamy kolejną audiowizualną rewolucję – epokę DiVix-a (początki XXI wieku). Dzisiaj filmy ogląda się na komputerze, pożycza od kolegów, kupuje na bazarze. Często są to premierowe, a nawet przedpremierowe hity. Taniej, prościej, łatwiej. Można przegrać, trzymać na twardym dysku, na CD-romach. Oglądanie filmów przestało być wydarzeniem wspólnotowym a nabrało charakteru indywidualnego.

idziemy do kina czy na film
Dzisiaj idziemy do kina

Wyjście do kina było wydarzeniem odświętnym, domowe seanse stały się codziennością. Nie gasimy światła, w każdej chwili możemy zatrzymać projekcję, wrócić do dowolnej sceny. Już nie my idziemy na film, ale film przychodzi do nas. Mamy go w telewizji, w komputerze. W niedalekiej przyszłości upowszechnią się z pewnością przenośne, samochodowe odtwarzacze, a w telefonie komórkowym będzie to jedna z wielu opcji tak zwyczajnych jak sms, mp3 (muzyka) czy jpg (zdjęcia). Film oglądany w domu traci element kinowego przeżycia. Nośnik ma bowiem istotny wpływ na samo oglądanie. Marshall McLuhan – kanadyjski teoretyk mediów – już w latach 60-tych twierdził przecież, że: the medium is the message. Środek przekazu jest przekazem, dodaje coś do niego, modyfikuje, wpływa w istotny sposób.

Prawo autorskie

Osobnym problemem jest prawna i moralna ocena filmów w standardzie DiVix. Kupując pirackie nagrania nie tyle gwałcimy prawa autorskie – zwykle bowiem twórca nie otrzymuje od piratów tantiemy – nie tyle co jesteśmy złodziejamy i popieramy złodziejstwo, co zwyczajnie nie szanujemy pracy reżysera czy aktorów. W czasach powszechności Internetu, z którego można ściągnąc wszystko, stanowi to poważne zmartwienie nie tylko dla przemysłu filmowego, ale także dla fonografii. Próbuje się nowatorskich rozwiązań: chcesz odsłuchać piosenkę, wyślij SMS-a za złotówkę, otrzymasz kod dzięki któremu będziesz mógł uczciwie korzystać z utworu.

Czy w epoce DiVix kino ma rację bytu? Oprócz dobrze zakorzenionej w kulturze tradycji randkowej naszych ojców oczywiście. Ma  i to jeszcze jaką! A niby skąd te wszystkie dyskusyjne kluby filmowe i kolejki w multipleksach bynajmniej nie za pop cornem. Pokupywaliśmy kina domowe, zestawy głośników i płaskie, plazmowe  telewizory, a coś w tym wszystkim nie tak jak trzeba. Domowa audiowizualność stała się zbyt codzienna, łatwa, płytka, banalna. Mimo bogatej wideoteki zabrakło elementu przeżycia, czegoś mistycznego.

idziemy do kina czy na film
Jutro oglądamy film

Dostęp do sztuki filmowej

Nie znaczy to, że trzeba potępić zjawisko kina domowego – co najwyżej audiowizualną nieuczciwość. To, że możemy mieć dostęp do tylu dzieł sztuki filmowej to niebywała możliwość rozkoszowania się obrazem, zasmakowania w kinie. Okazja by stać się wideofilem, koneserem X Muzy (określenie Karola Irzykowskiego, pioniera polskiej myśli filmoznawczej). Czy kina trzeba się uczyć? Niby oglądanie rzecz prosta, znacznie prostsza od czytania książek, a jednak nie wystarczą tylko oczy. W kulturze druku warunkiem uczestnictwa był alfabet. Bez jego znajomości nie mogliśmy w żaden sposób zapoznać się z jakimkolwiek utworem. W kulturze audiowizualnej nie ma wymogu nauki czytania, wystarczy sama umiejętność mówienia i rozumienia w danym języku. Niestety niesie to ze sobą negatywne skutki.

Wtórny analfabetyzm

Współcześnie coraz więcej osób staje się analfabetami. Ostatnio oglądałem pewną reklamę w niemieckiej “Vivie”. Byłem zaskoczony jej przekazem: jest o wiele więcej osób, które nie potrafią czytać i pisać, niż myślisz – my możemy to zmienić. Film nie wymaga od nas sztuki czytania, chyba że tłumaczeń u dołu ekranu lub napisów końcowych, na które zwykle nie zwraca się uwagi. Edukacja filmowa nie zaczyna się zatem od alfabetyzacji, bo ta warunkiem odbioru zbytnio koniecznym nie jest. Jej celem jest jednak takie kształtowanie odbiorców, żeby potrafili powiedzieć coś więcej niż tylko: “fajny film wczoraj widziałem”. Kino ma bowiem swój specyficzny język. Nie chodzi tylko o perypetie bohaterów, zabawne dialogi i efekty specjalne. Kino operuje przecież obrazem, a nie tylko dźwiękiem i mową. Istotne są: wystroje wnętrzn, kostiumy, gra aktorów, montaż, zdjęcia, scenariusz, muzyka. Nie na darmo Oscary przyznaje się w aż tylu kategoriach. Im lepiej poznamy ów język, tym odbiór stanie się przyjemniejszy, nasze uczestnictwo w audiowizji pełniejsze i dojrzalsze.

Edukacja filmowa

Jeśli tak, to od czego zacząć edukację filmową? Z pewnością warto poznać podstawowe pojęcia dotyczące sztuki filmowej: kadr, ujęcie, plan bliski i amerykański, detal. Warto wiedzieć co nieco o historii kina, znać biogramy reżyserów i aktorów, pamiętne dzieła i role. Sięgnąć do opracowań zbiorczych: chociażby do: pwno-owskiego leksykonu – K. Damm, B. Kaczorowski (red.), PWN Leksykon. Kino, Warszawa 2002 – czy dwutomowego dzieła wydanego przez “Wiedzę i Życie” – J. Słodowski (red.), Leksykon polskich filmów fabularnych, Warszawa 2001. Czytać recenzję krytyków, miesięczniki filmowe “Cinema” , “Kino”, dodatki w prasie codziennej. Przede wszystkim oglądać filmy. Oglądać i jeszcze raz oglądać. Wypożyczać DVD, VHS, nagrywać w polskiej telewizji zwykle o późnej porze emitowane cykliczne seanse typu “Kocham kino” czy “Ucztę kinomana”.

Osobiście lubię prywatną, wieczorną audiowizualną ucztę. Jeszcze bardziej wpaść w ciągu dnia na jakąś nowość do kina – najlepiej około południa. Wyłączam komórkę, siadam i nie ma mnie dla nikogo. Relaksuję się. Tylko ja i obraz. Od czasu do czasu uciekam na filmowe noce, podczas których puszcza się dzieła jednego reżysera czy podejmujące wspólny temat. Kinowe randki zdarzają się także. Ale to nie wystarcza.

X Muza z kimś bliskim

Nudno tak samemu obcować z X Muzą. Jeśli już zatem oglądać w domu, to nie samemu, ale z kimś bliskim. Po projekcji dzielić się wrażeniami, formułować własne recenzje, oceniać unikając jednak zdawkowego stwierdzenia “niezłe to było”. W moich licealnych czasach (połowa lat 90-tych) prężnie funkcjonowały DKF-y (dyskusyjne kluby filmowe). Spotykaliśmy się w piątki w domu kultury, wspólnie oglądaliśmy, piliśmy herbatę, potem ktoś zaczynał często wielogodzinną dyskusję. Nie ma chyba lepszego sposobu na edukację filmową niż takie właśnie kluby. Współcześnie powraca się do tej idei. Kino ma swój wymiar społeczny. Zwykle przecież chcemy porozmawiać o tym, co zobaczyliśmy i czego doświadczyliśmy. Najlepiej na gorąco.

Edukacja filmowa jest integralną częścią pedagogiki mediów. Dziś w czasach kultury audiowizualnej edukacją najważniejszą i niezbędną. O kino martwić się nie warto. Z jej specyficzną mistyką i przeżyciem wspólnoty z pewnością wygra z kulturą DiVixa. Dobrych filmów również nie brakuje. Stary, poczciwy Wajda ustępuje miejsca młodych, niezależnym i zbuntowanym. Ciągle ktoś chce robić filmy i znajduje widza. Skoro jednak reżyser i scenarzysta tak wiele trudzą się nad swoim dziełem, to chyba głupio żeby widz odpowiadał na ich przekaz lakoniczną recenzją: “fajnie”. Dzięki edukacji filmowej można to zmienić.

Ilustracje:
Thomas Berg, Cinema, Flickr CC BY-SA 2.0
vonderauvisuals, Fancy Hats, Flickr CC BY-NC-ND 2.0
Nata Luna Sans, i do hope they will like us, Flickr CC BY-NC 2.0