publicysta

Publicysta – zawód z przyszłością

Wiele osób mówi w telewizji bez przerwy, choć ma niewiele do powiedzenia i niewiele z tego wynika. Odbiorcę może dziwić fakt obecności ciągle tych samych twarzy. Czy publicysta stał się zawodem? Zadziwia również, z jaką łatwością wypowiada się na tak odmienne tematy począwszy od futbolu po sytuację na światowych rynkach ropy. Co zrobić, żeby publiczny dyskurs miał większy sens niż do tej pory? Większe zróżnicowanie gości w studio i większy udział oglądającej widowni – nas odbiorców. Media wzywają nas do podjęcia własnych prób publicystycznych.

publicysta
Każdej ekipie rządzącej towarzyszy sztab medialno-publicystyczny, który wzmacnia przekaz jedynie słusznej ideologii

Publicysta w mediach

Oglądając telewizję ostatnimi czasy trudno oprzeć się wrażeniu tych samych uczestników dyskusji. Ba, rzecz staje się jeszcze bardziej dotkliwą, kiedy otworzy się tygodniowe czasopismo opiniotwórcze. Mam tu na myśli konkretne nazwiska osób, ale nie o to chodzi, żeby je wymieniać i poddawać krytyce personalnej. Rzecz w przedziwnym zjawisku, które ma miejsce, kiedy zmienia się sytuacja polityczna kraju. Każdej ekipie rządzącej towarzyszy sztab medialno-publicystyczny, który wzmacnia przekaz jedynie słusznej ideologii. Oponenci są oczywiście dopuszczani na antenę, czego wymagają zasady demokracji. Ich zdanie ginie jednak w ogólnej tendencji do głoszenia ideowego mainstreamu. W Polsce publicystą nie zostaje się tylko ze względu na umiejętności dziennikarskie, ale zależnie od aktualnie dominującego układu politycznego. Niewygodni opiniotwórczy schodzą wówczas do podziemia, piszą książki albo publikują nieliczne felietony w prasie B – drugim obiegu dyskusji społecznej.

Jak zostać publicystą?

Problem jest złożony i zdecydowanie ma również związek z odbiorcą i edukacja medialną. Zacznijmy od tego jak zostaje się publicystą, a raczej jak opisują ten proces podręczniki dziennikarstwa. Przychodząc do tego zawodu przechodzi się zwykle przez reporterskie przedszkole, bieganie w dziale stołecznym czy regionalnym, opisywanie dziur w jezdni, sąsiedzkie spory o miedzę i tego typu tematy. W miarę rozwoju warsztatowego – dorobek reportaży na koncie, praca nad stylem językowym, kontakty zawodowe, własne refleksje – młodzi adepci dziennikarstwa pozwalają sobie na własne konstrukcje myślowe i wyrażanie subiektywnych opinii. Wielu próbuje felietonu, polemiki z czyimiś poglądami, eseju kulturalno-społecznego. I tak ze zwykłych reporterów przemieniają się w ważnych w środowisku i publicznie rozpoznawalnych przywódców opinii. Z pewnością dorobek, doświadczenie i życiowa mądrość mają tutaj ogromne znaczenie, ale brakuje jeszcze jednego – korzystnej sytuacji. Im częściej dany publicysta występuje w telewizji czy publikuje prasie tym szybciej zyskuje miano doświadczonego eksperta. Zadziwia fakt, że w tak wielu dziedzinach.

Wiedza tematyczna

Niewątpliwie dziennikarz musi mieć dużą wiedzę o temacie, którym się zajmuje. Stąd często podział na watykanistów, amerykanistów, publicystów gospodarczych czy zajmujących się sportem. Podstawowym wymogiem jest specjalizacja w swojej dziedzinie. Dziennikarz pracuje pod presją czasu, musi dużo poznać w stosunkowo krótkim czasie i – co najważniejsze – umieć zdobytą wiedzę z sensem spożytkować. Publicysta jest podobny w swojej pracy bynajmniej nie do naukowca, który rzetelnie bada dziedzinę i dokonuje powolnych odkryć, ale studenta, który na dwa dni przed sesją jest w stanie przyswoić wiedzę podręcznikową, by potem z powodzeniem „sprzedać” ją w atrakcyjnej formie na egzaminie. Publicystą jest podobny do aktora, szczyci się powierzchownością. Przyjmuje pozę wszystkowiedzącego, mającego coś do powiedzenia, zaangażowanego w problem. Tak naprawdę tylko ładnie ujmuje zagadnienie, czym potrafi omamić odbiorcę. Zjawisko znane jest od bez mała dwóch stuleci.

Lasalle i Weber o publicystach

Wy, proletariusze, sprzedajecie się wszak tylko jednemu zajęciu, na którym się znacie, ale oni, ci duchowi proletariusze, muszą codziennie zapełniać długie szpalty, wypowiadając się o tysiącach rzeczy, polityce, prawie, ekonomii, gospodarce, o prawodawstwie, o dyplomatycznych i historycznych stosunkach między wszystkimi narodami. Czy ktoś się na tym zna, czy ma o tym najmniejsze pojęcie – to nieistotne, trzeba bowiem pisać, bo nie może być pustych miejsc w gazecie. Taki to zawód. Dlatego też brak czasu na to, aby kwestie dokładniej zbadać, poszukać w źródłach i książkach, czy chociażby zebrać się na chwilę w sobie i trochę pomyśleć. Artykuł trzeba skończyć, taki to już zawód! Cała niewiedza, cała nieznajomość sprawy muszą zostać ukryte pod pianą rutynowych fraz

– krytykował Ferdinad Lasalle na Ogólnoniemieckim Zjeździe Robotniczym w 1863 roku.

Nie każdy zdaje sobie sprawę, że „dobre” dzieło dziennikarskie wymaga, co najmniej tyle samo „intelektu”, co dzieło uczonego; zwłaszcza, że powstać ono musi z konieczności, natychmiast, na rozkaz, i musi natychmiast oddziaływać, natomiast warunki, w jakich powstaje, są oczywiście zupełnie inne. Prawie nigdy nie docenia się faktu, że na dziennikarzu ciąży dużo większa odpowiedzialność niż na uczonym, a poczucie odpowiedzialności każdego uczciwego dziennikarza przeciętnie nie jest ani o jotę mniejsze niż w przypadku uczonego

– zauważa Max Weber w znanym dziele „Polityka jako zawód i powołanie”.

publicysta
Na dziennikarzu ciąży dużo większa odpowiedzialność niż na uczonym – Max Weber (1864-1920), niemiecki socjolog

Wiedza ekspercka

Odbiorcy są bardzo wyczuleni na niedouczonych dziennikarzy i publicystów. Wymagają od nich podejścia eksperckiego, wiedzy fachowej i naukowej, ale przekazanej językiem zrozumiałym ogółowi. Dziennikarz często rezygnuje z własnych przemyśleń, w obawie przed zarzutami o ignorancji, posiłkując się profesjonalnym komentarzem znawców. Ale tu również czyha pułapka pewnej przesady. Eksperci w mediach pełnią swoistego rodzaju dyżury. Tu znowu pojawiają się te same twarze i nazwiska psychologów społecznych, socjologów, analityków giełdowych filozofów i teologów. Zjawisko bierze się z pewnego lenistwa twórców medialnych. Ci dyżuranci komentują niemal każdy temat publiczny. Dziennikarze widocznie mają mało czasu i telefonów w notesie, żeby uniknąć częstej eksploatacji tych samych intelektów. Dany profesor nagle zyskuje nowej nobilitacji. Występuje w telewizji – znaczy, że jest kimś ważnym w środowisku uczelnianym. Zwykle jest odwrotnie. Staje się bardziej popularyzatorem niż badaczem, którego podstawową cechą jest fakt, że ładnie i zgrabnie formułuje lub streszcza poglądy.

Warto być publicystą

Czy odbiorca zasiadający wieczorem do cotygodniowego Warto rozmawiać czy innych tego typu audycji musi być skazany na tą jednostajność poglądową, na te same gadające głowy, znające się niemal na wszystkim? Dobrze, jeśli odbiorca obudzi w sobie publicystyczną duszę. Wszak każdy z nas ma jakieś poglądy, choć nie każdy posiada talent mówienia o nich w sposób zachwycający. Ale każdy inteligentny człowiek może ciekawie formułować swoje przemyślenia, to bardziej umiejętność niż cecha, a zatem można się jej nauczyć. Porządkowanie wiedzy o świecie dziejącym się codziennie, o aktualnych wydarzeniach jest cechą dojrzałego i świadomego odbiorcy mediów. W tym sensie nawet dobrze się stało, że mamy dość tych samych ekranowych „mądrali”. Może szybciej sięgniemy po własne możliwości intelektualne. A dlaczego by nie napisać polemiki, skrytykować pogląd po swojemu, zwłaszcza, kiedy mamy pewne doświadczenie w dziedzinie, którą się zajmujemy – np. praktyką szkolną jako nauczyciele. Dlaczego o oświacie mają dyskutować socjologowie, politycy i wszystkowiedzący publicyści, a nie pracownicy szkolni. Do tej aktywnej postawy warto zachęcać również swoich uczniów, a przede wszystkim samych siebie. Warunkiem jest zdobycie pewnej wiedzy o temacie i własne przemyślenia.

Publicysta a problemy społeczne

Edukacja medialna z pewnością może odegrać dużą rolę w budzeniu w odbiorcach publicystycznego niepokoju i rozszerzać pole dyskursu. Piszmy listy do redakcji, maile, dzwońmy, wpisujmy się na forum, reagujmy. W końcu to często o nas ta dyskusja w studio. Nie pozwalajmy jedynie być wykorzystani jako przedmiot ulicznej sondy, kiedy wyrwani ze świata zakupów i codziennych obowiązków, mamy nagle wypowiadać się o reinkarnacji, pedofilii, polityce tego czy innego polityka czy o wielu innych zjawiskach społecznych. Przecież do tego trzeba świadomego namysłu. Poglądy buduje się jak osiedla mieszkaniowe, od fundamentów po parking – spokojnie, metodycznie i odważnie. To nie umysłowe lepianki w stylu „Mnie się wydaje… Myślę, że to fajne…”. Nie wystarczy krzyczeć „On musi odejść”, trzeba swoją opinię uzasadnić, uargumentować. Jeśli nie wiemy co mówić, lepiej zadeklarować asekuracyjnie „Nie mam zdania o tej sprawie”.

publicysta
Piszmy listy do redakcji, maile, dzwońmy, wpisujmy się na forum, reagujmy. W końcu to często o nas ta dyskusja

Publicysta i dialog

Oglądając telewizję możemy odnieść wrażenie, że z publicystycznych dyskusji nic nie wynika. A niby, kto ma nauczyć nas społecznego i obywatelskiego dialogu – pikiety na ulicy czy owi ekranowi „mądrale”. Może nauczyć szkoła, ale robi to rzadko i po łebkach. Każdy dialog – a dowiedziałem się tego na fakultecie z ekumenizmu – zakłada trzy etapy. Pierwszy to diagnoza. Trzeba zdać sobie sprawę jak jest, na czym polega problem, co jest złe, co się nie podoba, a co możemy uznać za pozytywną stronę sytuacji. Po diagnozie przychodzi czas na wizję idealną – jak być powinno. Jaki obraz danego fragmentu rzeczywistości byłby naszym zdaniem odpowiedni. Dopiero wówczas, po uświadomieniu sobie celu, ku któremu prowadzi dialog, możemy myśleć o mniej lub bardziej skutecznych metodach dochodzenia, o tym, co należy i co możemy robić w danej sprawie. Ta prosta metodologia dialogu niezwykle porządkuje nasze myślenie. Mediom i sobie możemy zadawać również proste pytania – gdzie leży sedno sprawy, co z tego wynika, o co tak naprawdę chodzi?

Edukacja publicystyczna

Dobry publicysta nie tylko prawi o tym, jak warto myśleć i ujmować rzeczywistość, ale potrafi zachęcić swojego odbiorcę, a nawet sprowokować do samodzielnego myślenia. Publicystyka nie jest etatowym zawodem – choć patrząc w telewizor można odnieść takie wrażenie – ale funkcją i wręcz powinnością świadomego obywatela. Powinnością, której winniśmy uczyć się w domu rodzinnym, a z pewnością w szkole – pierwszej nauczycielce społecznego dyskursu.

Ilustracje:
Omar Chatriwala, Pearl diver discussion, Flickr CC BY-NC-ND 2.0
nbellemon, tv studio, Flickr CC BY-ND 2.0
Arturo Espinosa, Max Weber for PIFAL, Flickr CC BY 2.0
International Transport Forum, Melinda Crane and Dorothee Bär, Flickr CC BY-NC-ND 2.0

Powiązane posty

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *