O simplicyzmie

Traktat o prostocie jest coraz trudniej napisać. Tym bardziej jest on potrzebny dla świata. Zwłaszcza na dzień Bożego Narodzenia i Nowy 2018 rok. Dotyczyłby komunikacji, filozofii, teologii, koncepcji nauk, technologii, ustroju państw, rynku i życia codziennego.

Nadmiar danych, niezrozumienie zjawisk, które nas otaczają, tempo przemian cywilizacyjnych, wydarzenia polityczne, nasze życie zupełnie inne niż życie naszych rodziców, niezadowolenie z kultury, kryzys religii, komunikacyjny przesyt. Koncepcja sensu Viktora Frankla (austriacki psychiatra, 1905-1997) już tu nie wystarcza.

Nazwałem to sobie simplicyzmem (ang. simple – prosty, łatwy, nieskomplikowany). To pragnienie prostoty. To chęć, żeby świat był przewidywalny, zrozumiały, ukierunkowany, nastawiony na pokojowe rozwiązania, warunkujący rozwój, harmoniczny. Te idee są ciągle w nas i przybierają różne nazwy, zależnie od ideologii czy religii, które są dla nas ważne. Ale nigdy nie były czymś wspólnym, nawet jeśli to było dotąd ogłaszane np. ONZ, UNESCO czy ruch ekumeniczny. Mnożą się problemy, które nie dopuszczają ten nurt do głosu.

Metoda

Simplicyzm jako idealne marzenie o przyszłości jest niebywale trudny do osiągnięcia, jest wręcz utopią. Ale jeśli potraktować go nie jako cel, ale metodę, pojawia się możliwość. Metoda, czyli dochodzenie do czegoś, do celu. Jeśli celem ma być prostota rozumienia świata (skromność, szczerość, zwykłość, łatwość) i jeśli ten cel jest tak niebywale skomplikowany, spróbujmy drogi – metody. W jakimś stopniu, kiedy odwiedzam eremy pokamedulskie przy Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, to widzę, że oni, przede mną, szukali właśnie takiej drogi uproszczenia wszystkiego. Życia, pracy zawodowej, ujęcia świata w prostej komunikacji.

Pogląd ten zaczął William Ockham (angielski filozof, teolog, 1285-prawdopodobnie 1349) i jego słynna brzytwa. Myślenie, które redukuje liczbę założeń i pojęć dla wyjaśnienia czegoś, co ma prowadzić do doskonalszego zrozumienia. W jakimś stopniu św. Franciszek z Asyżu (prawdopodobnie 1182-1226) szukał takiej możliwości kompletnie innego życia w maksymalnym uproszczeniu. A współcześnie Dan Brown (1964-), którego lubię czytać ze względu na tempo akcji i jej osadzenie w zabytkach kultury świata, ale nie znoszę za braki w edukacji religijnej, w nowej powieści Początek, przywraca pytanie skąd jesteśmy, do czego zmierzamy.

Uproszczenie – dążenie do porządku, do prostoty, to taki temat świąteczny. Bo wtedy sprzątamy, wspominamy rok. Jeśli prowadzicie dziennik – np. jak ja w aplikacji Diaro od 2015 roku – to można sobie zobaczyć, jak nasza w miarę prosta koncepcja życia spotykała się ze złożonością świata. I to co zostaje, to proste, wcześniej przyjęte struktury. Niestety myślenie o prostych strukturach zakłóca nam świat. Jeśli miałbym w jednym zdaniu powiedzieć coś o postmodernizmie, to jest to właśnie to – podważanie struktur. Stąd różne polityczne zwroty akcji w naszym świecie i kraju, brak osadzenia siebie w kulturze i religii, zakłócone relacje społeczne. Stąd też częsta skłonność do radykalizmu, bo kiedy już nic nie widzimy strukturalnie, to działamy tak, jakbyśmy chcieli przywrócić porządek sprzed stu lat jako ostatni zachowany backup.

Przyroda

Patrząc na przyrodę, widzimy nadal prostotę. Przyrodę, która stara się funkcjonować pomimo nas i w dużo większym porządku. Nie daje mi spokoju ogłoszony na Soborze Watykańskim I (1869) dogmat, że możemy poznać Boga, ze stworzeń w sposób pewny z pomocą naturalnego światła rozumu. W jakimś stopniu próbuje mi o tym każdego dnia przypomnieć pies Tołdi. W ogóle nie daje mi spokoju wykluczanie teologii z systemu nauk. Tymczasem nauka jest wolna i ma prawo do poznania w najszerszym rozumieniu, także tej sfery X – niepoznanego, tajemnicy. Spór ateizmu z proteizmem (postawą, która szerzej obejmuje wszelkie działania na rzecz możliwości Boga, opierająca się na metodzie capax Dei – pojemności, otwartości, ale także już postawy ściśle zaangażowane w religie) wydaje się być uwikłaniem w skomplikowanie. Tymczasem przyroda pozostaje prostą strukturą. Nasze jej rozumienie pogłębia się z każdym dniem. Im więcej wiemy o fizyce, tym więcej pytań o sferę X. Każda niepoznana złożoność w konsekwencji prowadzi do prostoty wyjaśnień. Simplicyzm nie wyklucza, jest otwarty i zakłada więcej. Poszedłby dalej w wyjaśnianiu przyrody.

Kultura

Podobnie, kiedy parzymy na kulturę. Zwłaszcza w okularach semiotyka, kiedy chcemy zrozumieć znaczenia w życiu społecznym. Brakuje mi strukturalizmu Claude Lévi-Straussa (francuski antropolog, 1908-2009), ale może jego system był bardziej pomyślany jako cel niż metoda. Przyjęliśmy, że znaki i symbole odnoszą się wzajemnie do siebie, i w dużym stopniu oderwaliśmy ten proces i od przyrody, i od sfery X, ale też od samej kultury. Kiedy widzę reklamy świąteczne, które mówią o magii Bożego Narodzenia, to pukam się w głowę. Przecież chrześcijaństwo, a wcześniej judaizm, było pokonaniem magii, myślenia, że rządzą nami siły przyrody jako bóstwa piorunów, ognia i wody. Dziwność Bożego Narodzenia polega na niezrozumiałym wydarzeniu i z ówczesnej, i z naszej perspektywy. Ale funkcjonuje w kulturze, kieruje rynkiem i naszymi przedświątecznymi zachowaniami. Każda absurdalność, tak charakterystyczna dla wiary (credo, quia absurdum, Tertulian, 155-240), ale też dla technik kreatywnych, w konsekwencji prowadzi do prostoty rozumienia. Simplicyzm poszedłby dalej w rozumieniu kultury i religii.

Komunikacja

Mam niesamowite środki komunikowania. Mass media, social media. To obok spotkań osobistych nowa, możliwa płaszczyzna tych pytań, próby dawania odpowiedzi, słuchania, stawiania wątpliwości, argumentów, wyznań wiary, dowodów kryzysu. Z każdym rokiem wiem coraz mniej, prawie nic, za chwilę w ogóle nic nie będę wiedział o świecie. Została mi tylko metoda. Przekonanie o idealnym celu. Jakieś przesłanie ogólne, które nie wygaśnie do końca życia. W chwili śmierci prostota tej chwili stanie się wszystkim, co będzie możliwe.

Rozbłyśnie światło.

Ilustracja: Dr. Azzacov, Winter Drop, Flickr CC BY-NC-ND 2.0

Dodaj komentarz