Trzy cechy dobrego telewidza

Minęły czasy, kiedy w telewizorze leciały dwa góra trzy kanały i wszystko oglądało się jak leci albo w ogóle. W minionej epoce PRL ludzie nieufni w jakość dostarczanej im informacji, tendencyjnej i nasyconej propagandą jedynie słusznej drogi i obrazu świata, wystawiali telewizory na śmietnik. Czasem ktoś napisał na murze, że tylko „Miś” (popularne czasopismo dla dzieci) nie kłamie.

Telewizja nie była żadnym źródłem informacji, chyba że odbierało się jej przekazy na opak. Mówiono, że jeśli w TV coś jest czarne, to znaczy że jest białe. Poszukujący prawdy ludzie sięgali po zakazane książki, na własny użytek tworzyli prawdziwy obraz świata w prywatnych dyskusjach. Potajemnie słuchali zachodnich stacji. Organizowano mówioną gazetę, spotkania na których dzielono się wieściami ze świata nie zapisanymi w druku w obawie przed władzą. Telewizja dawała ubogi zestaw rozrywki. Stąd ludzie organizowali rozrywkę sami. W licznych kołach zainteresowań i domach kultury rzesze amatorów wzorem Pana Słodowego uczyło się majsterkowania. W sklepach brakowało gotowych wyrobów, tym bardziej przydatną okazywała się sztuka robienia czegoś samego. Poradniki z tego okresu – m.in. drukowana przez Krajową Agencję Wydawniczą „Seria z budzikiem” – namawiały do budzenia w sobie twórczości, zasmakowania w poezji, literaturze, filmie i teatrze, nauce języków obcych i muzyce. Człowiek wiedział, że najlepszą rozrywką jest przyjemne obcowanie z samym sobą i próba tworzenia czegoś na własny użytek. Świat nie był taki gotowy do konsumpcji jak szybki posiłek wyjęty z mikrofalówki. Nie przypominał również kipiącego od sensacji garnka mleka, które zaraz wykipi. Ani jednej wielkiej imprezy, na której wszyscy dobrze się bawią. A telewizja nie była taka ważna.

Po kilkudziesięciu latach od tej epoki nowoczesna Polska telewizyjna to sieci kablowe i nowoczesne platformy cyfrowe z barokowo bogatą ofertą programów. Zachwyceni wolnością słowa i bogactwem kapitalistycznego raju ludzie zasiedli przed ekranami wchłaniając kolorowe przekazy przekonani o tym, jak jest im lepiej. Można mieć jednak wrażenie, że stopień edukacji telewizyjnej w poprzedniej epoce stał na wyższym poziomie niż teraz. Dzieci oglądały tylko jedną zachodnią dobranockę w niedzielę, a poza tym teleranki i sobótki, wieczorynki radzieckie i polskie z Semaforu. Teraz mają co najmniej dwa kanały non stop: Fox Kids i Cartoon Network. Młodzież zadowalały nielicznie okienka muzyczne i listy przebojów. Teraz mają 4fun.TV i Eska TV również 24 godziny na dobę. Rodzice i starsi przebierają w kilkudziesięciu kanałach informacyjnych, filmowych i rozrywkowych. Panie mają swoją telewizję, panowie swoją, dziadek i babcia – TCM z powojennymi amerykańskimi hitami.

Edukacja telewizyjna w PRL była władzy niepotrzebna, teraz mówi się o niej, że staje się jednym z najważniejszych zadań współczesnej szkoły. A to dlatego, że szkoła przegrywa z nią po całości. Od lat 90-tych XX w. badania pokazują, że w skali roku przeciętny uczeń więcej czasu spędza na oglądaniu telewizji niż na lekcjach. Współcześnie tendencja ta zmienia się na korzyść internetu. Wraz z ekspansją mass mediów ukuto termin edukacji równoległej, inaczej mówiąc pozaszkolnej, nieformalnej. Obok normalnej szkoły i wychowania rodzicielskiego narodziła się nowa rzeczywistość edukacyjna, mająca istotny wpływ na dzieci i młodzież. Dominującą rolę w kształceniu przejęła telewizja i internet. Szkoła zafascynowana nowym audiowizualnym sposobem przekazywania wiedzy o świecie postanowiła naśladować telewizję i internet szukając pomysłów na ożywienie zasuszonej w podręcznikach wiedzy. W każdej niemal klasie na honorowym miejcu obok tablicy stoi odbiornik koniecznie wyposażony w DVD. Coraz częściej komputer i rzutnik multimedialny. I martwe zazwyczaj tablice interaktywne, którymi są głównie po to, żeby pochwalić się przed kuratorium. Okres wariacji na punkcie mediów zaczyna powoli mijać. Przyjęliśmy do wiadomości fakt, że mamy łatwy dostęp do informacji i rozrywki, że te środki mogą służyć lepszej edukacji, ale z drugiej strony zewsząd słychać, że oglądanie jest nudne i niemodne. Z wolna wracamy do starych dobrych nawyków, które zbyt łatwo pogrzebaliśmy z minioną epoką, a których to brakuje naszym dzieciom patrzącym na rodziców przylepionych do ekranu, na którym migają serialowe gwiazdy.

Telewidz świadomy

Dobry odbiorca to po pierwsze ten, któremu telewizja nie zabiera całego wolnego czasu i nie zabija osobistej twórczości – a więc odbiorca świadomy. A takowy przede wszystkim wie czego chce. Do oglądania przystępuje z gotowym scenariuszem. Nie rzuca się na głęboką wodę kablówki czy Netflixa, ale z rozmysłem zdaje sobie sprawę z faktu, skąd zaczyna, jak długo i gdzie chce dopłynąć audiowizualną rzeką. Nie jest jak wpływowy konsument, który wpada do marketu z koszykiem, ulega pokusie promocji, bo to nęci, to się przyda, o jakaś nowość, jakie tanie, zaraz, zaraz… co ja miałem właściwie kupić. Telewizyjny wpływowy konsument, określony przez Amerykanów terminem kanapowy ziemniak (coach potato) to jeszcze gorszy przypadek zupełnego telelenia, kompletnie zagubionego w ofercie, zagłuszonego nadmiarem kanałów i wreszcie zasypiającego na swojej kanapie z paczką chipsów i pilotem w ręku na znak znudzenia. Odbiorca świadomy wpisuje oglądanie telewizji w świat swoich zainteresowań. Przypadkowo napotykając na kolejny teleturniej, serial, dyskusję w studio czy film nie poddaje się urokowi przekazu, ale wątpi: przecież to mnie w ogóle nie pociąga. Taki ktoś nie powie na lekcji angielskiego I like watching TV, bo wie że nawet w jego języku brzmi to śmiesznie i świadczy o niskim poziomie. Powiedz mi co oglądasz, a powiem ci kim jesteś. Oglądasz wszystko? Obawiam się, że nic nie masz ciekawego do powiedzenia. Telewizja łatwo prowadzi do nudy, a więc śmierci podstawowej aktywności człowieka, jaką jest ciekawość świata. Świadomy odbiorca jest koneserem telewizji utwierdzonym w przekonaniu, że telewizja jego ciekawości nie zaspokaja, a jedynie uzupełnia i pobudza.

Telewidz selektywny

Taki ktoś jest odbiorcą selektywnym – druga cecha. Znając siebie samego na tyle, żeby wiedzieć co go pociąga w ofercie, świadomy tematu swoich medialnych poszukiwań i potrzeb, chce tego znaleźć. I szuka. Zaopatrzony w program telewizyjny wybiera pozycje zgodne z jego zamiarem oglądania. To cudowna pomoc w uczeniu się selektywności coraz częściej redagowana tematycznie, a nie kanałami. Autorzy tygodników telewizyjnych dbają o przedstawienie ramówki nie tylko godzinami i dniami emisji, ale w sposób znacznie atrakcyjny i coraz bardziej zawężony. Sport, nauka, teleturniej, serial, film – to i tak jeszcze za szerokie ujęcie oferty. I dobrze, niech odbiorca grymasi. Idealny stan to powoli rodzący się standard telewizji cyfrowej i możliwość tzw. video on demand – oglądania na żądanie. Telewizor stanie się wyszukiwarką, a widz wybierze sobie program sam, dokładnie o tym, czego chce niezależnie od tego, czy interesuje go amerykańskie lotnictwo wojskowe, obyczaje żyrafy czy reportaż o Leonardo di Caprio. Co więcej taki widz będzie gotowy zapłacić za obejrzenie programu. Póki co jesteśmy skazani na walkę z ramówką, godzinowym układem oferty różnych stacji. Póki co przed włączeniem telewizora często musi nam wystarczyć dobrze zredagowany program telewizyjny, niczym cenny plan miasta, który nie pozwoli audiowizualnemu turyście przegapić najciekawsze miejsca, zabytki i zakątki. Póki co mamy jeszcze programator w cyfrowym dekoderze i nagrywarkę z twardym dyskiem. Odbiorca staje się redaktorem naczelnym i dyrektorem programowym swojej własnej telewizji, złożonej tylko z tego, co chce oglądać.

Telewidz krytyczny

Dobrze, kiedy taki twórczy oglądacz kanałów TV ma jeszcze jedną umiejętność, która z czasem może stać się jego cechą. Chodzi o odbiorcę krytycznego. Redagowanie polega przecież na ustalaniu jakości i wartości przekazu. A to sztuka niełatwa, zwłaszcza, że obecnie jesteśmy skłonni raczej bezkrytycznie ufać mediom, bo w końcu pracują w niej fachowcy. Rzadziej zdobywamy się na wysiłek rozróżniania ciekawostkowej bzdury od cennej wiadomości. Krytyczny odbiorca kiedyś chętnie oglądał programy typu Bumerang w Polsacie poświęcone dziennikarskim wpadkom i medialnym niedopowiedzeniom. Szkoda, że nie ma już takich programów. A okazuje się, że z fachowcami od informacji jest trochę tak jak z monterami, którzy kompromitują się w TVN-owskiej Usterce. Dlatego mądrze jest wątpić w jakość mediów. Zobaczyć wiadomości na różnych kanałach. Sprawdzić w słowniku czy teleturniejowe hasło zdefiniowano poprawnie, czy ekspert zaproszony do talk-show tonem doświadczonego komentatora zwyczajnie nie wciska nam naukowego i publicystycznego kitu. Krytyczny widz sam umie skomentować wydarzenia po swojemu na swój użytek. Z czasem wyczulony na braki medialnego przekazu umie stawiać pytania w stylu: a dlaczego nikt nie mówi o…, nie zauważył, że w tej sprawie ważne jest…

Oglądanie telewizji jest twórczym zajęciem. Pod warunkiem, że oglądający uważa się za twórcę, a nie służy za tworzywo dla medium.

Ilustracja: Antonio Jose Fernandez, Televisión escolar, Flickr CC BY-NC 2.0

Jedna myśl na temat “Trzy cechy dobrego telewidza

  1. Oj tak, samo oglądanie to nie wszystko. Niejednokrotnie mam przed sobą obraz szarej jednostki chłonącej wszystko to, co mówi telewizja, nie podchodząc do tego krytycznie i z braku własnej wiedzy i doświadczeń – nie mogąc się ustosunkować.

Dodaj komentarz