Studenci dziennikarstwa: chcemy praktyki!

Spotkaliśmy się ze studentami ze specjalizacji edukacyjno-medialnej w szkole, i metodą metaplanu analizowaliśmy się, co zrobić, żeby dziennikarstwo i komunikacja społeczna nadal było zawodem i studiami przyszłości.

Metoda metaplanu jest jedną z technik kreatywnych, metodą aktywizującą. Służy graficznemu ułożeniu problemów w kategoriach diagnozy, idealnego celu, rozpoznania przeszkód i wyciągnięcia wniosków. Temat, jaki wzięliśmy do pracy w czterech grupach czteroosobowych wiąże się z obchodzonym dwa tygodnie temu 25-leciem Instytutu Edukacji Medialnej i Dziennikarstwa UKSW. Jest to także pytanie przewidziane w planowanych konkursie dla studentów na materiały dziennikarskie i medialne z okazji naszego jubileuszu.

Jak jest? Za dużo teorii, za mało praktyki. Jak powinno być? Zapewnianie praktyk w prestiżowych instytucjach. Dlaczego nie jest tak jak być powinno? Za mało zajęć praktycznych. Co należy zrobić? (wnioski) Rozszerzyć ofertę praktyk. Organizacja spotkań, zajęć z dziennikarzami. Organizacja spotkań z doradcami zawodowymi. Pobudzanie kreatywności, wprowadzenie w realia zawodowe. Wybrałem tylko niektóre odpowiedzi. Inne kwestie zostawmy jako rebus domum, wiele da się usprawnić po tej sesji kreatywnej.

Słowo praktyka wybrzmiało donośnie i potężnie. Bardziej myślałem, moi Drodzy studenci, że pójdziecie w kierunku rozważań ogólnych, technologii przyszłości, zmieniającej się rzeczywistości medialnej. Nasze rozmowy jako studentów z ks. prof. Lewkiem wyglądały podobnie. Dlaczego Ksiądz nam tyle opowiada o PRL, o ks. Popiełuszko, o cenzurze, a tak niewiele o Unii Europejskiej, do której mamy wejść, o tematach współczesnych – buntowaliśmy się w 2001 roku na seminarium. Pamiętam jego odpowiedź: bo dla mnie, Drodzy studenci, współczesność jest tym, co już przeżyłem. Od tamtej pory zmieniło się bardzo wiele w organizacji studiów, i to właśnie w kierunku praktyki. Radio UKSW było ideą już w czasach moich studiów magisterskich. Dopiero p. Anna Gawrońska-Piotrowska, ze wsparciem wydziału i uczelni, z pokonywaniem trudności dokonała jakościowej zmiany.

Być może już zacząłem podsumowywać życie i aktywności zawodowe, tworzyć metateorie, mieć zwyczajny ruch ku starości, współczesność definiować przeszłością, profesorowie tak mają. Widzę i wiem więcej o życiu niż 20, 15 lat temu. Pamiętam smak tamtego buntu. Wykrzyczeliśmy i udało się. Po latach praktyki i dziennikarskiej, i akademickiej, zdaliśmy sobie sprawę, że cały nasz progres opierał się na dobrej teorii, na inspiracjach, ideach, dialogach i niezgadzaniu się. Dziś z Maćkiem Rockiem, który będzie naszym gościem w ramach zajęć Dziennikarstwa muzycznego w grudniu br. u dr. Piotra Łuczuka, zastanawialiśmy się nad przyszłością telewizji, rynkiem gier wideo, który modyfikuje naszą masową rozrywkę, że być może za 10 lat widowiska telewizyjne będą przeszłością, może jedynie wielki sport się obroni, może nastanie era Netflixa. Rozmawialiśmy o metateoriach.

Z ogromną przyjemnością opowiem Wam o młodości praktyki. Jako studenci i doktoranci siedzieliśmy na organizowanych przez nas dalszych ciągach seminariów naukowych nocami, oglądaliśmy seanse filmowe i dyskutowaliśmy, spotykaliśmy się na odczytach inspirowanych książkami. Jak u Sokratesa, Platona i Arystotelesa, o których rozmawialiśmy. Zwłaszcza o Uczcie Platona, która de facto była imprezą, imprezą intelektualną. Daliśmy sobie spokój ze stażami, zwłaszcza bezpłatnymi, rozsyłaliśmy CV do redakcji – na szczęście już wtedy były maile – pisaliśmy, rozmawialiśmy o pisaniu, czytaliśmy o pisaniu. Sami. Byliśmy pełni idei, oczytani, przepełnieni wizjami. Myśli tworzyły pismo, pismo wymagało redakcji, redagowaliśmy i cieszyliśmy się z tego. Godziny skreśleń, próbnych wydruków, zwrotów koncepcyjnych.

Nadal tak jest – ten felieton piszę pięć godzin. Naszą zwyczajową praktyką były: lektury książek (zwłaszcza klasyki) i czasopism, codzienny zwyczaj przeglądu mediów, przeglądanie Internetu (jeszcze wtedy z dużej litery), który był głównie w bibliotekach (w BUW było ograniczenie do godziny dziennie) i e-kawiarenkach (10 zł, 20 zł za godzinę). Z czasem za skumulowane honoraria stać nas było na własny dostęp, komputer, pierwszy laptop. Nie było social mediów, które zmieniają nas w produkt. Robiliśmy mnóstwo notatek własnych. Przebywaliśmy hektogodziny w bibliotekach (Narodowa, UKSW, UW, Koszykowa). Masę czasu zajmowała też praca z ludźmi (obserwacje, przypadkowo usłyszane zdania, spotkania, wywiady, zbieranie wypowiedzi, pisanie komuś wypowiedzi, szukanie historii do opisania, opowiedzenia na antenie), a przede wszystkim praca z sobą samym, medytacja, zastanawianie się, odważne myśli, odwaga ich realizacji. No i doskonalenie języka, pisarstwa i dykcji, zależnie od pragnień medialnych. Wkrótce nadeszły upragnione: stała współpraca o dzieło, potem etat, awanse, dorobek, status społeczny.

Opowiem Wam, Drodzy studenci, z ogromną przyjemnością, jak się pisze, jak się tworzy edukację medialną – rzeczy z niczego. Z białej kartki Worda – tekst, z idei – warsztaty i szkolenia.

Słyszę w głowie. Chcecie praktyki? Chcemy.

Sami. Zróbcie to teraz.

Ilustracja: The Rookie Reporter, Taken by Sarah Balser (sarahbalserphotography.blogspot.com/) for Michael Locklear (michaellocklear.com/) and The Rookie Reporter (therookiereporter.com/), Flickr CC BY-NC 2.0

 

 

 

Dodaj komentarz