Każdy zawód powinien mieć swoją Biblię

Punkt odniesienia, idealny wzór. To książka nie tylko dla dziennikarzy, ale też dla nas odbiorców, marzących o takim dziennikarstwie.

To nie jest zawód dla cyników – to według mnie podstawowa lektura dla dziennikarzy, studentów dziennikarstwa, nie tylko w Polsce. Według niej można określić swoje mniej lub bardziej bycie dziennikarzem, jak sekstantem położenie na morzu względem gwiazd. Jest ona obok dość podobnie wydanego – Autoportretu reportera – obecna w bibliografii uniwersyteckich przedmiotów dziennikarskich, także w naszym Instytucie. Więc raczej jest dobrze. Dostałem interesującego maila od p. Prorektora Wydziału Filologicznego Uniwersytetu Wrocławskiego w tej sprawie. Profesorze, jest dobrze.

Warto do niej sięgnąć nie tylko wtedy, kiedy jest się dziennikarzem. Opisuje mechanizmy mediów i współczesne ich przemiany, z naturalnym dla doświadczonych i starszych spostrzeżeniem, że za jego czasów było lepiej. Bo było. Bo dziennikarstwo było ideą, czwartą władzą, misją, powołaniem. Było i jest, ale ze zrozumieniem realisty widzimy nowe efekty kształcenia na dziennikarstwie i komunikacji społecznej, potrzeby rynku i media workersów.

Ta książka to właściwie esej + wywiad + zapis konferencji + coś jeszcze. Sprawy dzieją się gdzieś w Argentynie, Włoszech, w latach 90. XX w. Wspomniany esej to Pięć zmysłów dziennikarza, tekst według mnie podstawowy jak Księga Rodzaju. A tam jest to, o czym marzycie, o kulturze dziennikarstwa.

Ale także o obiektywizmie dziennikarstwa, którego nie ma, pogódźcie się z tym. O literaturze, która w połączeniu z dziennikarstwem daje zamiast obiektywizmu przeżycie faktów i ich rozumienie. Kapuściński wpisuje się w nurt Nowego Dziennikarstwa lat. 60. XX w. głównie w USA. Krytyka red. Artura Domosławskiego w Kapuściński. Non-fiction w tym kontekście nabiera innego znaczenia. Kapuściński nie kłamał, ale ukazywał fakty literacko. Inaczej nie dało się zrozumieć ich mechanizmu, jak w Cesarzu, przez co był bliżej obiektywizmu, bliżej prawdy.

Naprawdę trzeba mieć tupet lub wielką potrzebę, żeby napisać o Kapuścińskim. Nigdy więcej już tego nie zrobię.

Dodaj komentarz